piątek, 7 września 2012

przyszedł wrzesień....

i przyszło z wrześniem przedszkole mojego synka ;-)
Mały aż palił się żeby w końcu pójść i pobawić się z dzieciakami. 
Pierwszy dzień-zaprowadziłam go do sali i kto się popłakał?...mama..  jednak to są ogromne emocje, a myślałam że jestem twardzielka..;-)

..ale żeby nie było aż tak pięknie to największe awantury robi nam nasza dziewczyna. Burzy się że brat idzie do przedszkola a ona nie może (w październiku skończy dopiero 2,5 latka ). 

Jednak system odpornościowy maluchów była czymś zakłócony i jakaś bakteria zaatakowała nasze gardła (moje przy okazji też), więc od czwartku siedzimy w domu...

a wracając do przedszkola: w środę było spotkanie z rodzicami... wracając do domu w myślach podliczałam koszty jakie muszę pokryć żeby chłopak w przedszkolu czuł się dobrze, żeby był zapisany jak inne dzieci na zajęcia dodatkowe, żeby jadł.... koszty przewyższyły nawet górną granicę jaką wcześniej sobie założyłam....
Grupa "Żabki" w której jest synek, ma bardzo ambitne wychowawczynie. Tańczą, śpiewają, na wycieczki i zielone przedszkole jeżdżą...oj będzie się działo ;-)

W środę też mój mąż wyjechał, ciężko było mu się spakować i nas zostawić. Dzień wcześniej była tak marudny że nawet dogadać się z nim nie dało....ale pojechał, zajechał cały i już dziś zaczął swoją zagraniczną przygodę z pracą. Bawaria. Przepiękny rejon. Rolniczy. Górzysty - Alpy... oj jak ja bym chciała wyemigrować z moim mężulkiem i dzieciaczkami....

Ciasta drożdżowego mi się chce...chyba na chandrę i tęsknotę...
Jak zrobię to foto wstawię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz