sobota, 8 września 2012

idzie jesień...

i mam jakieś dziwne przeczucie że ta jesień będzie nadzwyczaj deszczowa, chłodna...
jedyna piosenka która dzisiaj chodzi mi po głowie...

Dżem Do kołyski

jest idealna..zwłaszcza dla stęsknionej żonki...

piątek, 7 września 2012

Marchewka duszona w masełku

a dziś na obiad jako dodatek, będzie Marchewka duszona w masełku,

dowolna ilość marchewki
cukier
masełko


Marchewkę umyć, obrać i pokroić w kostkę. Włożyć do garnka i zalać ciepłą wodą centymetr powyżej marchewki. Ja dziś miałam pół kilo marchewki, i dodałam dwie łyżeczki cukru i łyżkę masła. Wstawiamy na mały ogień i gotujemy do miękkości.

Gdy byłam dzieckiem, mama marchewkę zaciągała jeszcze mąką, wtedy była gęsta ale ja odeszłam od tego przepisu i mąki nie dodaję. Nie dodaje też groszku...
Smacznego!


przyszedł wrzesień....

i przyszło z wrześniem przedszkole mojego synka ;-)
Mały aż palił się żeby w końcu pójść i pobawić się z dzieciakami. 
Pierwszy dzień-zaprowadziłam go do sali i kto się popłakał?...mama..  jednak to są ogromne emocje, a myślałam że jestem twardzielka..;-)

..ale żeby nie było aż tak pięknie to największe awantury robi nam nasza dziewczyna. Burzy się że brat idzie do przedszkola a ona nie może (w październiku skończy dopiero 2,5 latka ). 

Jednak system odpornościowy maluchów była czymś zakłócony i jakaś bakteria zaatakowała nasze gardła (moje przy okazji też), więc od czwartku siedzimy w domu...

a wracając do przedszkola: w środę było spotkanie z rodzicami... wracając do domu w myślach podliczałam koszty jakie muszę pokryć żeby chłopak w przedszkolu czuł się dobrze, żeby był zapisany jak inne dzieci na zajęcia dodatkowe, żeby jadł.... koszty przewyższyły nawet górną granicę jaką wcześniej sobie założyłam....
Grupa "Żabki" w której jest synek, ma bardzo ambitne wychowawczynie. Tańczą, śpiewają, na wycieczki i zielone przedszkole jeżdżą...oj będzie się działo ;-)

W środę też mój mąż wyjechał, ciężko było mu się spakować i nas zostawić. Dzień wcześniej była tak marudny że nawet dogadać się z nim nie dało....ale pojechał, zajechał cały i już dziś zaczął swoją zagraniczną przygodę z pracą. Bawaria. Przepiękny rejon. Rolniczy. Górzysty - Alpy... oj jak ja bym chciała wyemigrować z moim mężulkiem i dzieciaczkami....

Ciasta drożdżowego mi się chce...chyba na chandrę i tęsknotę...
Jak zrobię to foto wstawię.

czwartek, 6 września 2012

i pojechał...

Plan był prawie doskonały. Mąż wyjedzie. Zarobi. Spłacimy wszystkie zobowiązania i zaczniemy na nowo... Wszystko szło jak po maśle. Wypowiedzenie w "starej" pracy, umowa w nowej, szkolenie, pożegnania..pakowanie, pakowanie, pakowanie i dziś wyjazd. I tu zaczęły się schody..

Dotarło do mnie ile tak naprawdę znaczy dla mnie, mój mąż. Mój jedyny przyjaciel. Ojciec moich dzieci. Moja ostoja. 

Piszę ten tekst a łzy leją mi się ciurkiem po policzkach...

Odprowadziłam go do samochodu, czułe pożegnanie..a po powrocie do mieszkania..dopiero wtedy dotarło do mnie jak puste jest to mieszkanie bez mojej drugiej połówki..
Pocieszam się myślą, że czas szybko przeleci. Dzień za dniem...dzień za dniem i przyjedzie albo do nas albo po nas... 
Mam jeszcze dzieci. Nasze pociechy. 
Chyba nie dam rady dalej pisać. Jutro opiszę pierwsze dni w przedszkolu mojego synka...

pozdrawiam wszystkich
Beata

wtorek, 28 sierpnia 2012

...coraz częściej łapie się na myśli że fajnie byłoby wyjechać ba wiosnę...za mężem. Jeśli jemu się tam ułoży to czemu czemu by nie pojechać do Bawarii (z fotek wynika że cudny kraj) i rozpocząć wszystko od nowa? 

decyzja i myśl trudna..w sumie nie łatwych decyzji ;-/
ale póki dzieciaki nie mają obowiązku szkolnego to czemu nie spróbować?

hm....

odwagi!!!!

niedziela, 26 sierpnia 2012

wracam..;-)

Dobry wieczór wszystkim...
długo mnie na blogu nie było, już prawie miałam myśl zaprzestania pisania ale postanowiłam dać sobie jeszcze jedna szansę.
W sumie niewiele się zmieniło a jednak jest o czym pisać.. Syn mój pierworodny do przedszkola za tydzień idzie, również za tydzień mąż mój ukochany na emigrację wybywa....i ja mam nadzieję za tydzień dostanę dodatkową pracę...
Tyle emocji. Tyle pomysłów...
Sama się zastanawiam jak to wszystko zorganizuję?
Chyba powinnam zmienić tytuł swojego bloga....?

czwartek, 1 marca 2012

poranne pieczenie

Witam wszystkich...
dziś dzień zaczął się baaardzo wcześnie ale na moje własne życzenie.
Wstałam jak co dzień (4:50) zrobić kanapki i kawę mężowi i postanowiłam, że już nie będę wracała do łóżeczka tylko wstawiłam obiad, upiekłam ciasto Babkę błyskawiczną i o 5:45 dołączyła do mnie moja kochana córeczka. Postanowiła że już nie będzie spać i mi pomoże...;-*
Tym samym po powrocie z pracy nie muszę się już martwić o dzisiejszy obiad i coś słodkiego do popołudniowej kawy z mężem....